piątek, 14 marca 2014

Coś dla fanek Yankee Candle- te, których woski nie kuszą- nie zaglądać;)!

Weekend bez opłat za wysyłkę wosków Yankee Candle...


Więcej informacji na temat darmowej dostawy TUTAJ--->KLIK.

czwartek, 13 marca 2014

Sephora- atomizer do perfum- dużo lepszy niż Travalo...

Moje poszukiwania idealnego atomizera do torebki trwały bardzo długo. Zdążyłam już chyba poznać wary i zalety każdego z możliwych gadżetów tego typu. Złota oprawka atomizera z Guerlain- straciła kolor po miesiącu, atomizer z drogerii- otwierał się w torebce i był niesamowicie duży-25 ml to już prawie flakonik;), atomizery ze stoisk rozlewających odpowiedniki- ciekły- za każdym razem- i jeszcze nieszczęsne Travalo- z felerną uszczelką, przez którą cała zawartość atomizera po 3 godzinach noszenia w torebce...w torebce się znajdowała:).

Jakiś czas temu, przy okazji wizyty w Sephorze, wpadł mi w oko ten mały gadżet. Dostępna była jeszcze wersja różowa- ja od początku miałam chrapkę na tę srebrną. Atomizer ma pojemność 4,7 ml (ok. 55 rozpyleń), co moim zdaniem jest pojemnością idealną, aby co jakiś czas zapach zmienić. Napełnianie jest banalnie proste.  

Atomizer ma odkręcaną część dolną- to pod nią własnie znajduje się osłonka z tworzywa, która pozwala nam w "przepsikaniu" ulubionych perfum do atomizera bez utraty cennej kropelki. Cała "operacja" ma miejsce po przyłożeniu atomizera perfum do otworu sephorowej miniaturki (pod kontem 45 stopni). Ilość perfum w mini- atomizerze kontrolujemy, ponieważ górna jego część jest przejrzysta. Po dokładnym zakręceniu możemy zacząć używać naszych ulubionych perfum- bez obaw o ciężką torebkę;).


Atomizer jest super lekki, ma ciekawy klasyczny design. Nie przecieka, nie otwiera się w torebce. To moje najlepiej wydane 55 zł na atomizer :-). Gorąco polecam!

wtorek, 11 marca 2014

Wiosenne nowości p2 oraz Balea :-)

Z wielkim oczekiwaniem kojarzy mi się wiosna. Czekam na pierwsze cieplejsze słońce, na "pijane" muchy, które wnoszą trochę życia do biura;), na zieloną trawę i wielogodzinne spacery po parkach. Wiosna to wśród marek kosmetycznych także czas nowości. Pozamiatania zimowych stonowanych kolorów i walka o klienta pastelami i soczystymi odcieniami wiosny.

W tym roku prawdziwym rarytasem są lakiery p2 o satynowym wykończeniu. Półmatowe pastele idealnie witają najweselszą porę roku. W Polsce dostępne m.in. TUTAJ-KLIK.

Dla tych z Was, które wolą podkreślić wiosną usta- p2 przygotowało pomadki. Do złudzenia przypominają lekkie formuły "lip butterów", które nadają ustom piękny wilgotny blask, nasycony kolor- przy jednoczesnej pielęgnacji i nawilżeniu, bez suchych skórek. Zachęcam do poszukania swatch'y w internecie- prezentują się naprawdę zachęcająco! W Polsce dostępne m.in. TUTAJ-KLIK.


Jeśli borykacie się z problemem przebarwień, chcecie ujednolicić skórę, wydobyć z niej blask lub Waszym problemem są blizny i przebarwienia potrądzikowe (a może po prostu szukacie kremu z witaminą C i kwasem glikolowym)- polecam Wam kremy Balea. Nie należą co prawda do tańszej serii na półkach DM-owych skarbów, ale działanie jest świetne. Potwierdzają to naukowe testy i głosy wielu blogerek, które porównują wersję na noc, ze znanym kremem La Roche Posay Redermic C. W Polsce dostępne m.in. TUTAJ-KLIK.

Zachęcam Was do obserwowania zakładki z nowościami- wczoraj w Cytrynowej miała miejsce dostawa rozchwytywanych ostatnio saszetek Babuszki Agafii, kilka nowości z Planeta Organica. Obniżone zostały również na stałe ceny szamponów Balea oraz żeli pod prysznic- również tych, z letniej edycji!

środa, 5 marca 2014

Plany na weekend...

Właśnie odwiedził mnie mój ulubiony Pan Listonosz. Zawsze uśmiechnięty, zawsze optymistyczny, a mój szalony pies poznaje go za każdym razem już po dźwięku silnika, gdy podjeżdża pod nasza bramę :-).

Paczkę wyrwałam mu szybko z rąk, pies ochoczo podreptał do legowiska z kolejną porcją papieru i folii- moja prywatna niszczarka.

Z paczki "wyskoczyły" drukowane plany na najbliższy weekend- jeszcze gorąca, bo kilka dni po premierze- kolejna część przygód Inkwizytora autorstwa Jacka Piekary. Ubóstwiam polską fantastykę, w którą wpleciona jest historia, a nie futurystyczne wizje.

Marilyn: Ostatnie seanse- zapis ostatnich przed śmiercią spotkań z psychiatrą- świetna pozycja, którą miałam okazję czytać już 2 razy mimo, że nie posiadała własnego egzemplarza :-D. Polecam tę książkę zwłaszcza, że jej zakres wykracza poza standardowe biografie. Jestem zafascynowana osobą Marilyn. Widziałam jej każdy film, każdy dokument o niej, czytałam książki, e-booki, wywiady. Uwielbiam oglądać jej zdjęcia. Nie mam jednak ani jednego gadżetu z jej wizerunkiem. i raczej nie wygrałabym konkursu wiedzy o pani Monroe. Kocham Marilyn. Nigdy mi nie przejdzie!

Kolejna pozycja Piekary- tym razem nieco cięższa niż Cykl o Inkwizytorze- Szubienicznik- nie mogę przez niego przebrnąć, a w bibliotece kolejka już na niego czeka- kupiłam więc dla siebie:).

Lubicie czytać książki:)? Chętnie przeczytam co polecacie- może poznam coś, co będzie w gronie ulubionych?


piątek, 28 lutego 2014

Nowa edycja Balea i saszetki Bania Agafii :)- nowości i kilka informacji...

Jeśli jeszcze nie miałyście okazji zajrzeć do Cytrynowej, gorąco zapraszam. I żeby był pretekst- od kilku dni są już dostępne nowości Balea i Alverde, w tym fantastyczny szampon do długich włosów- dający efekt wygładzenia. Sąsiadka już go pokochała:). Ja jeszcze nie miałam sposobności, ale odżywkę bardzo polubiłam.

Nowe zapachy Balea pachną tanecznie- tango z arbuzem, mambo z mango? Czemu nie! A zza wschodniej granicy- nowości w saszetkach i olejki w butelce z filtrem- olejek przepływając przez 3 warstwy ziół i ziaren "wyciąga" z nich to co najlepsze dla naszych włosów. W poniedziałek pojawi się większa dostawa poręcznych saszetek.

Sklepik przygotował też coś dla fanek wosków Yankee Candle- już dziś po północy mała niespodzianka :-).


Żel do mycia ciała z nowej edycji Balea- 6 zł.

ZAPRASZAM :-)

Ingrid- eye liner, który "wybacza"...wszystko!

Tak, tak dziewczęta. Z żadnym innym nie można pozwolić sobie na takie słodkie zapomnienie, jak z tym oto kawalerem. Jest bardzo nietypowy- wszystko to, co byłoby wadą w przypadku innego linera- tutaj jest ogromną zaletą. Dlaczego?

Wszystko to za sprawą jego dość nietypowego jak na kreskówki do powiek koloru. Jeśli spodziewacie się pospolitego brązu- zdziwicie się. W każdym razie mnie od początku zaskoczył właśnie kolor. Jasny, czekoladowy, delikatny brąz. Jeszcze nie spotkałam się z tym odcieniem w przypadku linera. 

Co w nim wyjątkowego? Przepięknie podkreśla spojrzenie! Zaznacza kontur oka w delikatny, subtelny sposób. Całkiem inaczej niż kredka, bo mimo delikatności odcienia- kreska jest przecież dużo ostrzejsza od tej namalowanej kredką.


Liner wybacza wszystko. Niewprawną rękę, co czyni go idealnym na "pierwszy raz" z kreską. Brak czasu i pośpiech również nie są mu straszne. Jeden fałszywy ruch i po kresce? Nic bardziej mylnego. 

Aplikator z cienkim pędzelkiem to mój zdecydowanie ulubiony typ. Jest bardzo precyzyjny, miękki i wyczarowanie nim naprawdę cienkiej kreski to łatwizna. Konsystencja linera jest dość rzadka, jednak nie lejąca. Po chwili liner zastyga na powiece. Nie naciąga i nie podrażnia skóry powieki. Czasem tylko zdarzają mu się niewielkie prześwity- zdarza mi się to jednak wyłącznie w przypadku kreślenia naprawdę grubej kreski.

Trwałość jak najbardziej mnie zadowala. Nie jest to co prawda produkt wodoodporny, jednak na mojej powiece nie rozmazuje się w ciągu dnia, nie odbija na skórze mimo braku cieni, a tym bardziej bazy.

Poza brązowym kosmetyk dostępny jest w innych kolorach: czarnym, jasno-złotym, niebieskim oraz srebrnym.

Cena produktu zachęca- 6,99zł, choć w moim osiedlowym sklepiku znalazłam go za 5,5zł!

Co myślicie o takich delikatnych kolorach w formie kresek?

Zainteresowane ofertą marki Verona (produkującej właśnie kosmetyki Ingrid) zachęcam do odwiedzenia strony internetowej firmy KLIK. Oferta jest naprawdę bogata. Z Facebook'a natomiast pierwsze dowiecie się o promocjach i nowościach:) KLIK.

środa, 26 lutego 2014

Laminowanie włosów w domu- stworzone dla moich włosów! (efekty)

Muszę przyznać, że w zasadzie jedyną opinią o laminowaniu jaką czytałam- była informacja Zauroczonej Kosmetykami. Okazało się, że Justyna metodą zachwycona nie była i podchodziła do niej raczej ostrożnie. Z doświadczenia wiem, że sprawdza się u mnie przeważnie wszystko to, czego włosy Justyny nie tolerują i odwrotnie- bublem okazują się jej włosowi ulubieńcy (Kallos Latte- bleee;)). Postanowiłam laminowanie wypróbować na moich kosmykach. 

Jak możecie się domyślać...efekt okazał się był fantastyczny i zachwycający. Włosy wyglądały jak po wyjściu od najlepszego fryzjera, po prostowaniu keratynowym i porządnym podcięciu końcówek. To świetny wynik pomimo faktu, że na włosy i ich stan nie narzekam i omijam wszelkie metody włosomaniaczek (oprócz olejowania i wcierek), takie jak np. olejowanie do góry nogami (ktoś tego próbował:D?).


Nie przykładałam wielkiej wagi do proporcji. Kilka łyżek maski, która się u mnie nie sprawdziła (świetny pretekst, by się jej w końcu pozbyć), 2-3 łyżki żelatyny roztopione w odrobinie gorącej wody. Wszystko wymieszane na kremową masę- nałożone na umyte, wilgotne włosy i spłukane po 45 minutach. Foliowy czepek lub woreczek, turban lub ręcznik- i na fotel z ulubioną książką:).

Nie obawiajcie się "żelka" na głowie, choć masa nieco przestygnie i zgęstnieje- nie ma najmniejszego problemu ze spłukaniem jej. W przeciwieństwie do umycia dłoni;). Głowę spłukujemy samą wodą- przed aplikacjż masy z żelatyną włosy były przecież myte. Suszymy włosy i...nadziwić się nie możemy jakie są miękkie, puszyste, gładkie i jak błyszczą- jak sztuczne włosy lalki Barbie! Widać też każdy "baby hair" jaki mamy- to chyba jedyna wada tej metody, bo choć krótkie włoski są wygładzone- to jednak widoczne.


Są grubsze w dotyku, nie elektryzują się od szalika, nie puszą. Grzebień nie napotyka żadnego opory, gdy je czeszę. Kosmyki nie są obciążone, a pasma są proste jak po użyciu prostownicy. Włosy lśnią jak szalone. A takie mamy piękne wiosenne słońce, że- wierzcie mi- fantastycznie to lśnienie "zaczepia" ludzi na ulicy:).

Próbowałyście laminowania? Sprawdziło się u Was? Jakie macie metody na wygładzenie i nabłyszczenie włosów?

środa, 5 lutego 2014

Nuxe Nirvanesque krem pod oczy- konsystencja idealna:)

To były cudowne 3 miesiące:)...

Ponieważ nie wyobrażam już sobie bez niego wieczornej pielęgnacji- gdzieś tam w głębi Polski mieszka kurier, który przywiezie mi kolejne opakowanie z jakiejś internetowej apteki. Krem Nuxe Nirvanesque pod oczy spełnił moje wszystkie oczekiwania odnośnie tego typu kosmetyku. W moim domu firma Nuxe obecna jest od dawna. Moja Babcia, Mama...każda niemal Ciocia- wszystkie są wielkimi fankami pielęgnacji tej firmy. Choć największym powodzeniem cieszy się chyba balsam do ust:). 

Ponieważ pielęgnację mojej skóry opieram na zasadzie, że najważniejsza jest "prewencja"- już teraz dbam o szczególnie delikatna skórę pod oczami. Traf chciał, że nie spędza mi snu z powiek żaden problem z okolicą oczu- ani cienie, ani tzw. "worki" ani nawet szczególnie sucha skóra. Chciałabym taki stan utrzymać jak najdłużej.

Aplikacja kremu Nirvanesque Contour des Yeux jest bardzo wygodna i przyjemna. Opakowanie z praktycznym "dziubkiem" znacznie zwiększa precyzję nałożenia produktu i ogranicza dotykanie opakowania palcami do minimum. Konsystencja kremu jest idealna- lekka, ale jeszcze nie żelowa. Sprawia to, że kosmetyk świetnie się wchłania i może być stosowany nie tylko na noc. Nie powoduje żadnych problemów w kontakcie z make-up'em. Nie roluje się, nie waży, nie lepi i nie powoduje smug. Nie pozostawia klejącej czy tłustej warstwy. Delikatnie napina, ale nie ściąga skóry w nieprzyjemny sposób.

Mimo swej lekkiej konsystencji świetnie skórę nawilża i sprawia wrażenie bardzo bogatego. Delikatnie chłodzi skórę i lekko ją napina wygładzając przy tym pierwsze zmarszczki. Podczas stosowania kosmetyku skóra pod oczami wyglądała fantastycznie. Nawet nieprzespana noc nie była straszna. Wystarczyła odrobina podkładu i wyglądałam jak po 14 godzinnym wylegiwaniu się:). Optycznie rozświetla, bez drobinek. Ma delikatny perłowy blask, niezauważalny po aplikacji, i subtelny kremowy odcień.

Krem przeznaczony jest dla skóry młodej, świetnie sprawdzi się do walki z pierwszymi zmarszczkami. Choć brak zmarszczek zawdzięczam genom- nie zaszkodzi im zapobiegać. W końcu w maju "stuknie" mi 29 rok:).

Zapach kremu jest delikatny, bardzo subtelny i nie drażni- zdziwiło mnie to zwłaszcza, że większość kosmetyków Nuxe, których miałam okazję używać cechowało się dość intensywnym zapachem.

Być może cena ok.80 zł za 15 ml kremu wyda się niektórym zaporowa, ale działanie kremu jest naprawdę tego warte. Zwłaszcza, że często można dostać go w aptekach internetowych z dużym upustem czy w zestawie z innym kosmetykiem lub miniaturą. krem gorąco polecam, z pewnością zostanie ze mną na długo. Nie szukam zamiennika.

Więcej o produktach Nuxe z serii przeznaczonej do walki z pierwszymi zmarszczkami przeczytacie TUTAJ. 

poniedziałek, 3 lutego 2014

Książka Bobbi Brown- Perfekcyjny Makijaż

Cześć Dziewczęta, co dziś porabiacie:)? Czy u Was też wiosna za oknem? 

Wpadłam tylko na chwilę z pytaniem do Was- mam do sprzedania książkę Bobbi Brown- na pewno ją znacie. Przepięknie wydana "wyrocznia" makijażystów. Stan idealny- nie była nawet czytana i okiem jej nie "drasnęłam" :). Wydanie I- dodruk z 2012 roku. Kupiona pół roku temu- nietrafiony prezent. Proponuję cenę 40 zł plus 8 zł za bąbelki i wysyłkę. Cena "empikowa" nalepiona na książce to 69.90 zł. Czy któraś z Was byłaby chętna?

Chętną proszę o kontakt kolorowypieprzblog@gmail.com

niedziela, 2 lutego 2014

Apis- krem intensywnie nawilżający- moje odkrycie minionego roku:)

Jak minął Wam weekend:)? U mnie śnieg zaczął się topić i z przyjemnego spaceru nici- to nic, że było całkiem ciepło...w chlapie nie chce się spacerować.

Choć pielęgnację mojej twarzy śmiało można nazwać w większości naturalną- są pewne wyjątki, bez których ciężko mi się obejść. Do grona owych wyjątków już od kilku miesięcy zalicza się krem firmy z mojego rodzinnego miasta- Bydgoszczy- a mianowicie kosmetyk firmy Apis. 

Już jeden słoiczek tego kremu sprawił, że jestem nim całkowicie zauroczona i przymykam oko na kilka "paproszków w INCI" :). Ten krem naprawdę działa:)! Najbardziej ucieszyła mnie jego uniwersalność. Konsystencja produktu sprawia, że z powodzeniem można stosować go (zresztą tak własnie zaleca producent) zarówno jako krem na dzień, jak i na noc. Świetnie się wchłania i nie pozostawia lepkiej i nieprzyjemnej warstwy, choć delikatnie tłustą owszem (szybko jednak owa warstwa znika)- to czyni go doskonałą bazą z samego rana- z kontakcie z makijażem nie zamienia się w nieestetyczne smugi, plamy, czy modne ostatnio za sprawą Nataszy Urbańskiej- ROLOWANIE;).

Choć sprzeczałabym się, że przeznaczony jest do cery wymagającej intensywnego nawilżenia- to jak najbardziej zgadzam się z opinią, że skóra sucha i odwodniona przywitają się z nim bardzo ciepło. Formuła jest na tyle lekka, by czynić produkt niekłopotliwym towarzyszem dnia, ale na tyle "sycąca" dla skóry, że i w nocy ciężko się z nią rozstać. O poranku skóra jest miękka, sprężysta i nawilżona.
Całkowitą nowością wśród kremów na tej półce cenowej jest dołączona do opakowania szpatułka, która gwarantuje nam higieniczne używanie produktu. 
Te z Was, które z jakiegoś względu nie tolerują oleju mineralnego w produktach do twarzy- pocieszy z pewnością fakt, że firma Apis ma w swojej ofercie (i równie przyjaznej cenie ok. 25 zł) kremy nawilżające z niemal wzorowym składem i olejkami umieszczonymi wysoko na przyjaznej skórze drabinie surowców;).

Nie jestem pewna, czy ta wersja kremu nawilżającego jest jeszcze dostępna w sprzedaży- od kilku tygodniu używam już wersji z nieco lepszym składem- kremu aktywnie nawilżającego z minerałami z Morza Martwego. Powodem zmiany było właśnie puste miejsce po poprzedniku w mojej drogerii. Jeśli jeszcze go gdzieś znajdziecie- polecam naprawdę gorąco. To idealny krem dbający o nawilżenie młodej buzi- walkę z upływającym czasem warto zacząć od...prewencji:)!


Czy znacie kosmetyki Apis? Są dostępne w coraz większej ilości miejsc, widziałam je już w kilku stacjonarnych drogeriach- ostatnio chyba rzucił mi się w oczy w drogerii Vica.